Blog > Komentarze do wpisu
W dziesięciu zdaniach: Flying Lotus - Cosmogramma

Flying Lotus - Cosmogramma, 2010 Warp/ Sonic Records, ocena: 8,5/10
Jest inaczej niż na "1983" i "Los Angeles". STOP. Inaczej nie znaczy gorzej, bo płyta od pierwszej sekundy maksymalnie wciąga i hipnotyzuje, a takie "Pickled" czy "...And The World Laughs With You" zwyczajnie wymiatają. STOP. Mało wokali, w większości samplowane, ale gdy już mamy Thoma Yorke'a i Laurę Darlington to jest moi drodzy po prostu kosmos. STOP. Dużo za to harfy, która wprowadza specyficzny klimat. STOP. Tak - bardzo mi się podobają kawałki z wykorzystaniem tego instrumentu. STOP. Niesamowicie podobają mi się też kawałki z drugiej połowy albumu, w których Fly Lo genialnie bawi się mikrosamplami. STOP. Skąd je bierze, jak tnie, jak układa z tego muzyczne poematy to pojęcia nie mam, ale jest to wielka klasa! STOP. Szkoda jedynie, że całość jest tak krótka (niecałe 46 minut). STOP. Chyba, że to tylko na potrzeby promówki numery odpowiednio poucinano. STOP. Tak czy siak, kolejne wspaniałe dzieło kalifornijskiego mistrza, który udowadnia, że abstrakcyjny hip hop garściami czerpiący z elektroniki ma się dobrze. KONIEC.
piątek, 02 kwietnia 2010, a_cala