|
|
Blog > Komentarze do wpisu
W dziesięciu zdaniach: Gil Scott-Heron - Im New Here
Gil Scott-Heron - I'm New Here, 2010 XL Recordings, ocena: 7,5/10 Przesłuchałem "I'm New Here" już z dobrych dziesięć razy i wciąż nie do końca wiem, co o tym albumie myśleć. Jest to bardzo ważny powrót, a Gil Scott-Heron to facet, którego naprawdę warto posłuchać. Tyle, że jego życiowe hardkory trochę za bardzo odbiły się na nim jako wokaliście. Świetnie wypadła mroczna, idealnie atmosferyczna muzyka Richarda Russella, której blisko do trip-hopu, elektroniki i hiphopowych eksperymentów w stylu Blockheada. Do słów dziadka chrzestnego hip hopu, bo Scotta-Herona bez wątpienia można tak określić, klimat ten pasuje jak ulał. Do tekstów przyczepić się nie sposób - bolą, sprowadzają człowieka do parteru, powodują zadumę i za to wielkie brawa. Szkoda tylko, że głos Gila na równi hipnotyzuje, jak i męczy. Używki i tryb życia niestety pozostawiły swój ślad i całe szczęście, że płyta kończy się dość szybko, bo Scott-Heron mógłby mocno zniechęcić do tego, aby znów po nią sięgnąć. "I'm New Here" to mocna, intrygująca płyta trzymająca od początku do końca dobry poziom, ale nic więcej. Mając jednak do wyboru pozycje Scotta-Herona z lat 70. a nowy krążek, sięgnąłbym po starocie i to nie ze względu na sentyment, tylko po prostu jakość i świeżość tamtych wydawnictw. wtorek, 09 marca 2010, a_cala
TrackBack
|