|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Polskie rap wytwórnie. Wstęp.
Z roku na rok maleje rola i znaczenie dużych wytwórni płytowych. De facto, generalnie maleje rola wytwórni, zdecydowanie istotniejszą mają zaś dystrybutorzy i firmy pośredniczące we wrzucaniu wytłoczonych już nośników do sklepów. Sklepów, które coraz większy procent sprzedaży osiągają za pomocą Internetu. Jeszcze dziesięć - piętnaście lat temu sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Zamiast sieci i tysiąca płyt miesięcznie, które przechodzą bez echa, było niewiele nowości, sprzedawanych na kasetach i płytach CD. Na CD mało kogo było stać, ale z drugiej strony, o pewne zagraniczne tytuły bardzo trudno było w sklepach na taśmach. Generalnie jednak jeśli coś już trafiło do sprzedaży, człowiek się z tym zapoznawał. W przypadku moim i ogromnej części rówieśników tyczy się to głównie polskiego hip hopu. Lata temu znaliśmy wszystko na wylot, pożyczało się kasety, kupowało "Klan", długo dyskutowało na temat nowości. Nie należy się więc dziwić, że lepiej miały się też wytwórnie, które wyrastały jak grzyby po deszczu. Większość z nich już nie funkcjonuje. Z różnych powodów. Przetrwała garstka. Rodzimego giganta a la Def Jam się nie doczekaliśmy. Takich ikon podziemia jak Quannum, Definitive Jux czy Babygrande też nie, jednak z zupełnie innego powodu. W Polsce podziemie na dobre zaczęło funkcjonować wtedy, gdy był net. W Stanach podziemne był Rawkus, w którym artyści sprzedawali na całym świecie setki tysięcy sztuk. U nas mało którą podziemną płytę kupiłoby więcej niż 500 osób. Nawet te tłoczone przez samych artystów, kosztujące załóżmy 25 zł z przesyłką, rozchodzą się w ilości góra 700-1000 sztuk. Ot i wielka siła polskiego podziemia. W Stanach byli w nim Mad Skillz i High & Mighty, sprzedając po "marne" 150-200 tysięcy sztuk. Odbiegłem od zasadniczego tematu, którym jest przegląd labeli, jakie odegrały rolę w historii polskiego hip hopu. Nie będzie tu ani chronologii ani listy alfabetycznej. Po prostu kiedy zbierze mi się kilka luźnych myśli na temat określonej wytwórni, spiszę je tutaj. Żadnej spiny, żadnego planu - co, jak i kiedy. Biorąc pod uwagę, że część młodych wyznawców kultu polskiego undergroundu nie ma pojęcia, czym były/ co wydały/ czym się zapisały w historii chociażby Blend Records czy Gigant, taki przewodnik pewnie się przyda. Tyle tytułem wstępu. Jeszcze dziś pierwsza zasadnicza odsłona. niedziela, 05 lipca 2009, a_cala
TrackBack
|